Skip to content

Jak szkoła wpływa na nasz rozwój?

Życie to nieustanne rozwijanie się. Jako maleńkie dzieci uczymy się chodzić, mówić i skakać. Nabywamy bardzo podstawowe umiejętności, jak komunikowanie się czy korzystanie z toalety. Kolejne lata przynoszą kolejne umiejętności, aż w końcu stajemy się na tyle dojrzali, by iść do szkoły. Jednocześnie ilość czasu, jaki spędzamy w szkole, a także lata życia, jakie na nią przypadają – to wszystko sprawia, że szkoła ma OGROMNY wpływ na to, jakimi dorosłymi staniemy się w przyszłości.

Niestety, już od dłuższego czasu polskie szkoły nie cieszą się dobrą opinią. Z jednej strony kształcimy świetnych, cenionych za granicą specjalistów, z drugiej – są to tylko jednostki, które bardzo wiele zawdzięczają sobie. Oczywiście, jak to w rozwiązaniu systemowym, nie jest możliwe wdrożenie czegoś, co zadowoliłoby wszystkich. Niemniej ilość wad i problemów jest ogromna, a likwidacja gimnazjów nie jest magicznym remedium na wszystkie bolączki.

Polska szkoła mierzy się z kilkoma istotnymi problemami:

  • przepełnione klasy i braki w kadrze nauczycielskiej.
  • przestarzały program nauczania.
  • skostnienie kadry nauczycielskiej, w której jedynie nieliczni pedagodzy mają w sobie chęć i otwartość na dokształcanie się, rozwijanie kompetencji i rzetelne przygotowywanie zajęć.
  • przeciążanie uczniów ilością prac domowych.
  • nieskuteczne programy wychowawcze i nauczania dla uczniów wystających ponad przeciętną – zarówno tych wybitnych jak i trudnych, problemowych.
  • przestarzałe placówki i pomoce naukowe.
  • źle wykorzystywane i inwestowane fundusze na rzecz szkoły.

Nic dziwnego, że coraz więcej rodziców w trosce o swoje dzieci decyduje się na szkoły prywatne albo zapełnia dzieciom popołudnia zajęciami pozaszkolnymi. Niestety, te rozwiązania także nie są pozbawione wad.

Aby prawidłowo się rozwijać dzieci potrzebują odpowiedniej dawki ruchu, zabawy i odpoczynku. Planowanie im każdej minuty w ciągu dnia i wypełnianie jej zajęciami buduje niezdrowe podejście do życia. Dzieci żyją w stresie, pod presją, są zniechęcone, przemęczone. Nie mają czasu budować relacji, spotykać się towarzysko, a to w konsekwencji może prowadzić do społecznej izolacji i samotności.

Wielu rodziców zgłasza się do mnie po wsparcie. Moja rola polega przede wszystkim na rozmowie, dzięki której odkrywam i określam mocne strony dziecka, jego pasje i talenty. W oparciu o to i wiedzę o rynku pracy, a także zawodach, które będą potrzebne w przyszłości, pomagam zbudować zdrowy plan zajęć. Zdrowy czyli taki, który utrzymuje ciekawość i motywację dziecka do nauki, jednocześnie nie przeciążając go i pozwalając rozwijać wszystkie umiejętności – społeczne, fizyczne, umysłowe, emocjonalne.

Wracając jednak do problemów, z którymi mierzy się na co dzień polska szkoła, można podjąć pewne kroki, by ułatwić dziecku przejście przez te wąskie gardła.

Co zrobić, gdy szkoła cierpi z powodu przepełnionych klas i brakach w kadrze nauczycielskiej?

Jeśli w klasie uczy się wielu uczniów, nauczyciele mogą mieć istotne problemy z indywidualnym podejściem do każdego z nich. Z jednej strony oczekujemy wsparcia ze strony nauczyciela, z drugiej – należy pamiętać, że ma on do wykonania konkretne obowiązki w ściśle określonym czasie. Musi przekazać wiedzę wszystkim uczniom.

Problem przepełnionych klas to nie tylko problem z brakiem indywidualnego podejścia. To też większe ryzyko, że w klasie trafi się uczeń problemowy, niszczący chęci nauczyciela oraz innych dzieci do nauki. Nie wszystkie sale lekcyjne są przystosowane do tego, by przebywało w nich więcej uczniów. W przypadku przedmiotów doświadczalnych, takich jak chemia, fizyka, biologia, gdzie naprawdę w łatwy sposób, prostymi eksperymentami można zaciekawić dzieci, z reguły nie dochodzi w ogóle do ich zaprezentowania. Inna opcja jest taka, że do doświadczenia wybieranych jest tylko kilku uczniów, a reszta staje po stronie biernych obserwatorów. Niestety, nie ma tutaj dobrych rozwiązań.

To pokazuje, jak ważne jest poznanie zainteresowań i mocnych stron danego dziecka. Może być tak, że pewne przedmioty po prostu go nie interesują, a wtedy problem niejako rozwiązuje się sam. Jeśli dla dziecka bycie na pozycji obserwatora jest wystarczające – warto to zaakceptować jako rodzic.

Zawsze warto porozmawiać z dyrekcją szkoły i szukać rozwiązań. Wiem jednak, że nie jest to tak proste i oczywiste, jak chcieliby tego rodzice. Czasem wręcz dyrekcja staje okoniem i jedyne, co nam pozostaje, to toczyć walkę w kuratorium, albo po prostu zająć się dbaniem o własny ogródek i posłaniem dziecka na zajęcia indywidualne.

W zależności od miejsca zamieszkania, zajęć można szukać w przeróżnych placówkach – od bibliotek i domy kultury, gdzie z reguły zajęcia są darmowe lub niskopłatne, po wysokopłatne zajęcia indywidualne prowadzone przez profesjonalistów. Wszystko zależy od osobistej sytuacji rodziców i dziecka, dlatego tak ważna jest rozmowa 1:1 i poznanie realiów, w których rodzina funkcjonuje.

Budując ścieżkę rozwoju dziecka zawsze biorę pod uwagę środowisko, w którym się wychowuje i możliwości rodziców!

Jak poradzić sobie z przestarzałym programem nauczania?

Przyznam szczerze, że ten problem jest wg mnie najłatwiejszym do przeskoczenia. Istnieje tak wiele źródeł, z których można czerpać wiedzę poza szkołą! Trzeba tylko wiedzieć, czego i gdzie szukać.

Książki, czasopisma, blogi, strony internetowe, aplikacje, podcasty, filmy… Jeśli ktoś się czymś interesuje, ta przeszkoda właściwie nie będzie dla tej osoby istnieć. Coraz więcej bibliotek udostępnia także swoje zbiory online, np. na stronach Polony można znaleźć bardzo stare książki, które z pewnością zainteresują niejednego literaturoznawcę, językoznawcę czy historyka.

Czy można przeskoczyć skostnienie kadry nauczycielskiej?

Ten temat jest trudny z kilku powodów. Przede wszystkim nie wszyscy nauczyciele inwestują w swój samorozwój. Rzeczywiście istnieje jakiś odsetek pedagogów, którzy rozumieją, że zwłaszcza w tym zawodzie trzeba ciągle rozwijać siebie i swoje kompetencje. Niestety, nadal jest to kropla w morzu pośród ludzi „starej daty”.

Po drugie, nie wszyscy pracownicy oświaty muszą być nauczycielami z powołania. Niektórzy wypalają się, inni tracą wiarę, a są i tacy, którzy uginają się pod trudami codziennego opanowania klasy i coraz trudniejszych podopiecznych. Nawet jeśli chcieliby się dokształcać, gdzieś tam wewnątrz siebie nie do końca czują sens, czy mają na to siłę.

Nauczyciel, który nie rozwija swoich kompetencji, to trudna sprawa. Zwłaszcza jeśli naucza przedmiotu, którym dziecko żywo się interesuje. Niestety, to bardzo skuteczni mordercy zainteresowań i motywacji. Uważam, że spotykając takiego pedagoga na swojej drodze rodzice powinni interweniować u dyrekcji placówki i próbować wzmocnić zainteresowania swojego dziecka poprzez inne zajęcia w szkole z tego przedmiotu.

Czy da się przeskoczyć to skostnienie? Owszem, posyłając dziecko na inne, dodatkowe zajęcia z danego przedmiotu. Tylko kiedy mamy tych dzieci trójkę, albo zajęcia są drogie, rozumiem, że nie wszyscy rodzice przyklasną temu pomysłowi. Wtedy pozostaje nam korzystać ze wszelkich możliwych darmowych źródeł wiedzy – bibliotek, zasobów Internetowych, Osiedlowych Domów Kultury, szukać stypendiów, opiekunów finansowych.

W większych szkołach warto zainteresować się, czy w równoległej klasie tego samego przedmiotu nie naucza inny pedagog o wyższych kompetencjach, a jeśli tak, zawalczyć o przeniesienie dziecka. Takie działania powinny być jednak poprzedzone szczerą rozmową z dzieckiem. Nie każde, ze względu na swoich znajomych lub innych pedagogów, będzie chciało podjąć taki krok.

Prace domowe – czy da się je racjonalnie wykonywać?

Temat prac domowych to tak naprawdę temat rzeka. Z jednej strony, jak mawia łacińskie przysłowie, repetitio est mater studiorum. Z drugiej – kiedy dziecko ma 10, 12, 16 przedmiotów, a z każdego do wykonania pracę domową, napisania kartkówkę, klasówkę itd., w skali tygodnia, miesiąca i roku liczba może być zawrotna.

Kolejny problem to niedostosowanie poziomu prac domowych do umiejętności ucznia. Znam takich, którzy odrabiają prace domowe podczas przerw szkolnych, tuż przed rozpoczęciem zajęć, bo zajmuje im to 5 minut. Znam też takich, którzy po nocach ślęczą wspólnie z rodzicami i odrabiają z mozołem zadanie po zadaniu z całą rodziną. Znam też takich, którzy nic sobie nie robią z minusów i jedynek – prace domowe robią, kiedy chcą lub wcale, bo cytuję “to głupie i bezsensu”.

Nie da się ukryć, każda z tych 3 grup będzie miała zupełnie inne zdanie na temat prac domowych. Natomiast co w mojej opinii jest najważniejsze?

Przede wszystkim – praca domowa jest obowiązkiem i zadaniem ucznia. Rodzic może pomóc, ale nie wykonać zadanie za dziecko. Drodzy rodzice – nie zaglądajcie dzieciom w zeszyty, nie sprawdzajcie, co mają zadane, nie układajcie podręczników i ćwiczeń otwartych tam, gdzie jest coś do zrobienia. Nie sadzajcie dziecka obok siebie na kanapie, samemu biorąc długopis w dłoń „bo tak będzie szybciej”. Nie dyktujcie wypracowań, nie rysujcie za dziecko prac plastycznych, nie chodźcie za dzieckiem krok w krok pytając „a praca domowa już odrobiona? A wszystko umiesz? A na sprawdzian? Na kartkówkę? Na odpytanie przy tablicy?”.

Najgorsze, co możecie zrobić, to pokazać dziecku, że bardziej niż ono przejmujecie się konsekwencjami wiążącymi się z nieodrobieniem pracy domowej. Najgorsze, co możecie zrobić, to zdjęcie z ramion dziecka odpowiedzialności za wykonywanie (lub nie) swoich własnych obowiązków. Z punktu widzenia psychologii każdy człowiek powinien mieć swoje zasady, wartości i jasno określone granice, w których się porusza. Zabierając te granice szkodzicie swojemu dziecku!

Uczniowie wybitnie zdolni i uczniowie z problemami – jak im pomóc?

W przypadku gdy mamy do czynienia z uczniami będącymi na skraju – czyli wybitnie uzdolnionymi lub bardzo problemowymi – pierwsze, co należy zrobić, to BARDZO dokładnie przyjrzeć się placówce, do której poślemy dziecko.

Niestety, przeciętna placówka zazwyczaj „produkuje” przeciętnych uczniów. Często brakuje tam wykwalifikowanej kadry, która podjęłaby się poprowadzenia dziecka wyróżniającego się na tle innych uczniów. Brakuje skutecznych rozwiązań – również myśląc szerzej, systemowo – dlatego to tak ważne, by w przypadku takich dzieci wypytywać o rozwiązania, które placówka wypracowała i wdrożyła samodzielnie.

Innym aspektem, który muszę poruszyć, to po prostu charakter, zainteresowania i talenty dziecka. Pracowałam z uczniami wybitnie zdolnymi, posyłanymi do szkół o rewelacyjnej renomie. Tylko że emocjonalnie dziecko nie było gotowe zmierzyć się z ofertą takiej szkoły, z tym, że było otoczone równie wybitnymi, a często nawet bardziej wybitnymi od niego jednostkami. Zamiast się motywować – ciągnęło w dół. Kadra, zamiast zainteresować się pogarszającymi się wynikami ucznia zdolnego, skupiała uwagę na tych pozostałych wybitnie zdolnych. W tej grupie ów uczeń był traktowany wręcz jak czarna owca. Nie radzisz sobie? To zmień szkołę…

Na drugiej szali – dziecko trudne, z problemami, zmieniające szkoły nawet kilkukrotnie w ciągu jednego roku szkolnego. Potrafiące zniszczyć każde zajęcia do tego stopnia, że rodzice pozostałych dzieci zastrajkowali i przez tydzień nie posyłali swoich dzieci do szkoły. Co z tego, jeśli po stronie kadry ORAZ rodziców tego trudnego dziecka nie było woli, chęci, narzędzi, by zażegnać ten kryzys… Znów rozbijamy się o brak odpowiednich procedur w przypadku wystąpienia takich sytuacji. A szkoda, bo chłopiec był trudny bo był nierozumiany, a nie “łobuz czy głupek”.

Między innymi dlatego pracując z nastolatkami stawiam na talenty, ich mocne strony i zainteresowania. Czasem nie chodzi o to, by wybrać placówkę, która jest najwyżej w ogólnopolskich rankingach szkół. Czasem warto spojrzeć na taką, która jest „w porządku”, ale ma jedną, wyspecjalizowaną, profilowaną klasę, taką pod zainteresowania i mocne strony mojego dziecka.

Niedoposażenie placówek oświatowych.

Na koniec jeszcze temat narzędzi do pracy z młodymi ludźmi. Problem niedoposażenia lub niedofinansowania placówek oświatowych to kolejny z „szarych” problemów, czyli takich, na które nie ma jednego, idealnego rozwiązania.

Przede wszystkim należy zastanowić się nad przyczyną. Nie porównujmy np. sytuacji małej, wiejskiej szkoły z sytuacją średniej wielkości placówki w dużym mieście. Realia funkcjonowania obu są zgoła inne, a podłoże problemów finansowych może być zróżnicowane.

Stopień niedoposażenia może być bardzo różny. Są szkoły, w których brakuje pieniędzy na podstawowe naprawy, np. wymianę uszkodzonych ławek. Są też takie, w których niedoposażenie wynika ze skostnienia kadry nauczycielskiej. O co chodzi? W skrócie, placówka dysponuje całym mnóstwem ciekawych pomocy naukowych, ale nikt po nie nie sięga. W efekcie ani uczniowie, ani rodzice często nie mają świadomości istniejących rozwiązań.

Zajmując się tym problemem trzeba przede wszystkim poznać jego genezę, by móc zastanawiać się nad działaniami. W pierwszym przypadku może trzeba zorganizować zbiórkę pieniędzy, pozyskać sponsora dla szkoły, wsparcie jakiejś firmy? W drugim – wystarczy znaleźć choć jednego pedagoga chętnego by otworzyć schowek mieszczący wszelkie zakurzone cuda i pomoce naukowe…

 

Polski system edukacji z pewnością ma wiele wad, jednak zawsze można znaleźć wyjście, nawet z najbardziej kryzysowych sytuacji. Rozmawiając z dzieckiem, wspierając je, budując dobre nawyki, znając jego talenty, mocne strony i rynek pracy przyszłości, możemy znacząco mu pomóc.

Pamiętaj, że rozwijać możemy się w każdym wieku – również jako dorośli, rodzice.

ps. Mam trójkę dzieci i jak to bywa u otwartych i dbających rodziców, ciągle “eksperymentuję” nad systemem nauczania moich dzieci. Wiesz co odkryłam niedawno? Że ocena a nawet wiedza nic nie oznacza i nic i dla nikogo nie jest warta, jeśli moje dziecko nie ma dobrych relacji z rówieśnikami. Jeśli nie uczy się jak ma sobie radzić w trudnych sytuacjach z nauczycielami i panią woźną. Gdy nie wie że może ponosić porażki, bo to jest lekcja warta zapamiętania i tego jak się wtedy czułam i co mnie podniosło po tej porażce?

Dlatego zachęcam swoje dzieci aby odkrywały swoje pasje, aby nie przejmowały się 2-ką z przedmiotów w których są kiepskie i nigdy nie będą dobre (kto to zapamięta?? kto będzie pytał co miałeś np. z geografii w 6-ej klasie?) i aby rozwijali się z tych przedmiotów, które dają im radość.

Brak komentarzy, bądź pierwszy!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rekomendowane wpisy

Lęk przed nową pracą- to norma. Jak przez to przejść?

Gdybyśmy mieli pewność, że uda nam się wszystko, czego się podejmujemy, każdy byłby człowiekiem sukcesu! Lęk, który jest powszechną reakcją
Czytaj więcej

Czy FLOW daje poczucie szczęścia?

Jak często łapiesz się nad tym, że nie jesteś pewien czy jesteś szczęśliwy? Jak zdefiniowałbyś własne szczęście? Czym ono dla
Czytaj więcej

Zaufanie i chęć naśladowania czyli alfabet współczesnego przywództwa.

‘S’ jak dobry szef. Z czym kojarzy Ci się przywództwo? Z historycznymi bohaterami rządzącymi swoimi krajami twardą ręką? Z postaciami,
Czytaj więcej

Zmiana roli w życiu zawodowym – jak zacząć, żeby się udało?

Czy zastanawiasz się czasem nad rzuceniem dotychczasowej pracy i zajęciem się zupełnie czymś innym? Czy zaraz potem nie pojawiają się
Czytaj więcej